Stopa bezrobocia w Polsce ponownie przekroczyła 6 proc., a rynek pracy wszedł w fazę wyraźnego wyhamowania rekrutacji. Według danych GUS w marcu 2026 r. bezrobocie wyniosło 6,1 proc., podczas gdy jeszcze przez cały ubiegły rok wskaźnik pozostawał poniżej tej granicy. Pogorszenie sytuacji na rynku pracy zaczyna być widoczne także w portfelach gospodarstw domowych.
Z danych BIG InfoMonitor i BIK wynika, że w I kwartale 2026 r. zaległe zobowiązania konsumentów wzrosły o blisko 139 mln zł, osiągając poziom 81,5 mld zł. Liczba osób mających problem z terminowym regulowaniem płatności zbliża się do 2,4 mln. Eksperci wskazują, że zamrożenie rekrutacji i trudności ze znalezieniem nowej pracy mogą zwiększać ryzyko dalszego narastania zaległości.
Bezrobocie przebiło granicę 6 proc.
W marcu 2026 r. stopa bezrobocia rejestrowanego wyniosła 6,1 proc. Pierwszy wyraźny wzrost nastąpił już w styczniu, gdy wskaźnik osiągnął 6,0 proc., czyli o 0,3 pkt proc. więcej niż w grudniu. Oznacza to przełamanie poziomu, który w 2025 r. pozostawał poza zasięgiem.
W części regionów sytuacja jest znacznie trudniejsza niż pokazuje średnia krajowa. W najsłabszych strukturalnie obszarach stopa bezrobocia zbliża się nawet do 20 proc. To oznacza, że problem nie ma wyłącznie charakteru statystycznego, ale realnie wpływa na sytuację finansową lokalnych gospodarstw domowych.
Rosnące bezrobocie nakłada się na spadek liczby ofert pracy. Według danych GUS liczba wolnych miejsc pracy spadła do 85,8 tys., co oznacza obniżenie o blisko 10 proc. w ujęciu kwartalnym. Nowe stanowiska oferuje obecnie jedynie 4,4 proc. firm w Polsce.
Firmy ograniczają rekrutacje
Polska gospodarka weszła w fazę zamrożenia wakatów. Dla pracowników oznacza to nie tylko większe ryzyko utraty zatrudnienia, ale także trudniejszy powrót na rynek pracy po zwolnieniu. Im mniej dostępnych ofert, tym szybciej problemy zawodowe przekładają się na kłopoty finansowe.
Sytuację pogarsza fakt, że około 15 proc. pracujących, czyli blisko 3 mln osób, otrzymuje najniższe wynagrodzenie. Dla tej grupy zbudowanie oszczędności pozwalających przetrwać kilka miesięcy bez pracy jest bardzo trudne. W praktyce utrata etatu może szybko prowadzić do opóźnień w płatnościach.
Pesymizm widać także w badaniach nastrojów. Z kwietniowego badania koniunktury konsumenckiej GUS wynika, że ponad 45 proc. Polaków spodziewa się wzrostu bezrobocia w ciągu najbliższych 12 miesięcy. W tej grupie 16 proc. ankietowanych oczekuje wyraźnego nasilenia problemu. To najwyższy poziom pesymizmu od 2023 r.
Zaległości konsumentów wzrosły do 81,5 mld zł
Pogorszenie sytuacji na rynku pracy zaczyna być widoczne w danych o zadłużeniu. Według BIG InfoMonitor i BIK w I kwartale 2026 r. łączne zaległości konsumentów wzrosły o blisko 139 mln zł i osiągnęły 81,5 mld zł.
W tym samym czasie przybyło 1 622 nowych dłużników. Łącznie z problemem nieterminowego regulowania zobowiązań mierzy się blisko 2,4 mln osób.
Statystyczny niesolidny dłużnik ma obecnie do spłaty średnio 34 tys. zł zaległych zobowiązań. Przy ograniczonej liczbie ofert pracy i rosnącej niepewności zatrudnienia taka kwota dla wielu gospodarstw domowych może być trudna do udźwignięcia.
— Rozwiązaniu problemu nie sprzyja obecna sytuacja na rynku pracy, a zamrożone rekrutacje powodują, że utrata zatrudnienia często prowadzi do utraty płynności finansowej. Warto zwrócić uwagę na ten mechanizm: ponad połowa zaległości to długi pozakredytowe z tytułu bieżących rachunków czy czynszów. Oznacza to, że w domowych budżetach wyczerpały się rezerwy, a zaczęło się twarde zarządzanie kryzysowe — wskazuje Paweł Szarkowski, prezes BIG InfoMonitor.
Najpierw rodzina, znajomi i bieżące rachunki
Gdy w domowym budżecie zaczyna brakować pieniędzy, konsumenci dokonują selekcji płatności. Z Raportu o Kulturze Finansowej BIG InfoMonitor wynika, że w pierwszej kolejności opóźniane są zobowiązania wobec najbliższych. Na członków rodziny wskazało 70 proc. badanych, a na znajomych i przyjaciół 65 proc.
W dalszej kolejności Polacy odkładają płatności kar za jazdę bez biletu — 37 proc. wskazań. Po 21 proc. badanych wskazało rachunki za telefon, internet oraz opłaty dla spółdzielni mieszkaniowych. Wśród zobowiązań przesuwanych w czasie znajdują się również należności wobec firm pożyczkowych.
Najrzadziej konsumenci decydują się na opóźnianie płatności tam, gdzie sankcje mogą być szybkie i dotkliwe. Opłaty za prąd, gaz i wodę wstrzymałoby w kryzysie 12 proc. ankietowanych.
— Niezależnie od bieżącej sytuacji materialnej czy ewentualnych problemów z płynnością, w polskim społeczeństwie wciąż pokutuje wybiórcza moralność finansowa. Do regulowania określonych należności podchodzimy o wiele swobodniej. Przykładem jest abonament RTV, którego niepłacenie usprawiedliwia aż 37 proc. Polaków, czy jazda na gapę akceptowana przez 22 proc. badanych — podkreśla Paweł Szarkowski.
Najbardziej zadłużeni są ludzie w wieku produkcyjnym
Problem zadłużenia szczególnie mocno dotyczy osób w wieku produkcyjnym. Największą grupę w rejestrach dłużników stanowią osoby w wieku 35–44 lata. Jest ich 608 796, a łączna kwota ich zaległości wynosi 19,3 mld zł.
Drugą dużą grupą są osoby w wieku 45–54 lata. W tej kategorii znajduje się blisko 551 tys. niesolidnych dłużników, których zaległe zobowiązania sięgają prawie 26 mld zł.
To grupy, które często mają najwyższe stałe koszty życia: kredyty mieszkaniowe, utrzymanie rodziny, wydatki na dzieci i bieżące rachunki. Jednocześnie, jak wskazuje GUS, właśnie w przedziałach 35–44 lata oraz 45–54 lata widać obecnie największe wzrosty liczby nowo zarejestrowanych bezrobotnych.
Rynek pracy uderza w portfele gospodarstw domowych
Dane o bezrobociu i zadłużeniu pokazują, że problemy rynku pracy szybko przenoszą się na finanse konsumentów. Gdy firmy ograniczają rekrutacje, utrata zatrudnienia oznacza dłuższy czas poszukiwania nowej pracy. To z kolei zwiększa ryzyko zaległości w opłatach, ratach kredytów i bieżących rachunkach.
Szczególnie niepokojący jest wzrost zadłużenia pozakredytowego. Oznacza on, że problem nie dotyczy wyłącznie kredytów bankowych, ale coraz częściej bieżących kosztów życia. Jeżeli gospodarstwo domowe przestaje regulować czynsz, rachunki lub podstawowe opłaty, może to oznaczać, że wcześniejsze rezerwy finansowe zostały już wyczerpane.
— Sytuacja na rynku pracy i rosnące zaległości Polaków to zjawiska silnie ze sobą powiązane. Wzrost przeterminowanego zadłużenia pozakredytowego i kredytowego stanowi dziś twardy dowód na to, że zastój w rekrutacjach wyraźnie odbija się na portfelach konsumentów. Dopóki rynek zatrudnienia nie odzyska elastyczności, a nowe miejsca pracy nie zaczną amortyzować rosnącego bezrobocia, spirala nieopłaconych rachunków może nakręcać się coraz mocniej — podsumowuje dr hab. Waldemar Rogowski, główny analityk BIG InfoMonitor.
Co to oznacza dla gospodarki?
Wzrost bezrobocia powyżej 6 proc. sam w sobie nie oznacza jeszcze załamania rynku pracy, ale jest sygnałem pogorszenia koniunktury. Szczególnie istotne jest jednoczesne ograniczenie liczby ofert pracy, spadek aktywności rekrutacyjnej firm i wzrost obaw konsumentów o zatrudnienie.
Jeżeli firmy nadal będą ograniczały nabory, a liczba osób bez pracy będzie rosła, presja na domowe budżety może się zwiększać. To może przełożyć się nie tylko na dalszy wzrost zaległości płatniczych, ale także na słabszą konsumpcję.
Dla gospodarki oznacza to ryzyko negatywnego sprzężenia zwrotnego. Słabszy rynek pracy pogarsza sytuację finansową gospodarstw domowych, a większa ostrożność konsumentów może ograniczać popyt. W takim otoczeniu kluczowe będą kolejne dane o zatrudnieniu, wakatach i zaległościach płatniczych w następnych kwartałach.



